Harpagan 37, Bytonia 18.04.2009

Data wyjazdu: 18.04.2009
Województwa: pomorskie, kujawsko-pomorskie
Powiaty: starogardzki, tucholski
Dystans: 150km
Środki lokomocji: rower, samochód
Liczba PK: 12
Liczba punktów wagowych: 42
Lokata: 94/293
Kolejność zaliczania PK: 9-15-5-17-12-18-6-14-20-4-16-13
Przed startem
Mój czwarty Harpagan, Misia trzeci czyli spore już doświadczenie kontra mizerna, jak to zwykle bywa, kondycja na początku sezonu rowerowego. Pomimo nędznego przygotowania, już chyba tradycyjnie nie możemy zrezygnować ze startu, zwłascza że 37. edycja zapowiadała się ciekawie ze względu na zmiany, które dotknęły trasę rowerową. Potwierdzanie punktów chipami SI miało uprościć i przyspieszyć uciążliwe dziurkowanie kart i żmudne przeliczanie wyników przez organizatorów na mecie. Poza tym była kolejna okazja odkryć nowy zakątek województwa pomorskiego, w którym Harpagan jeszcze nie gościł za czasów naszych startów na trasie rowerowej - Bory Tucholskie.
System z poprzedniej edycji czyli dojazd do bazy rajdu samochodem spawdził się doskonale w Sierakowicach, zatem i tym razem pomknęliśmy transportem kołowym do Bytoni w gminie Zblewo. Tradycyjnie błądzimy pod samą bazą nie mogąc trafić do Zespołu Szkół Publicznych w tak ogromnej miejscowości jaką jest Bytonia. W końcu jednak odnajdujemy niezbyt imponujący budynek szkoły i spory trawiasty parking z nielicznymi wolnymi miejscami. W szkole panuje ścisk, ludzie śpią na korytarzach i salkach klasowych, chociaż jest już po starcie piechurów, więc sporo karimat i materaców i tak leży pustych. Instalujemy się na piętrze w sali chemicznej i udajemy się do rejestracji. Tym razem czeka nas stanie w dwóch kolejkach - jedna do otrzymania numerka startowego, druga do otrzymania chipa, za który organizatorzy inkasują kaucję w kwocie 140zł. Po czynnościach administracyjnych czas iść spać w warunkach iście nie-harpaganowych - w kameralnej sali, bez odgłosów chrapania kilkudziesięciu osób i piechurów budzących śpiących swoim przemarszem o 4 rano na przepaku. Całkiem nowa jakość, chociaż klimat już nie ten sam :)
Na trasie
Start - Bytonia
6:30
Po porannej pobudce i przygotowaniu wyposażenia ustawiamy się na piaszczystym boisku, gdzie będą rozdawane mapy. Tym razem zapomniałem zabrać z domu mapnika, więc niestety będę pozbawiony podglądu trasy w trakcie jazdy. Mówi się trudno. Po analizie mapy, tym razem nieco dłuższej niż zwykle, decydujemy się na wariant "zgodnie ze wskazówkami zegara". Punkty wydają się być bardziej skupione niż zwykle (za sprawą dużej ilości reklam i dodatkowych informacji zabierających efektywnie część mapy takich jak np. opisy punktów kontrolnych, które pierwszy raz była okazja przeczytać podczas jazdy :)).
Bytonia - PK9
6:54
24'24"
Zaczynamy więc od szybkiej rozgrzewki asfaltową drogą przez Zblewo do PK9 nad brzegiem Jeziora Piekiełko. Wbrew nazwie jest tu całkiem przyjemnie i pierwszy raz mamy okazję odpiknąć nasze chipy w stacji logującej na punkcie kontrolnym. Słońce świeci praktycznie od samego startu i jest już całkiem ciepło pomimo wczesnego poranka. Bez dłuższego zastanawiania się, ruszamy dalej w kierunku najbardziej wschodniego PK15.
PK9 - PK15
7:39
45'19"
Wyjeżdżamy z lasu na wschód, koło leśniczówki Wirty, w popegeerowskiej wsi Radziejewo odbijamy w boczną brukowaną drogę przysypaną piachem i dojeżdżamy nią do Jeziora Sumińskiego. Dalej przez wieś Sumin i kawałek lasem dojeżdżamy do niespecjalnie ukrytego PK15 nad kolejnym jeziorkiem. Ten punkt w zasadzie nie zapadł mi specjalnie w pamięci, ale dodał nam cenne 4 punkty do klasyfikacji.
PK15 - PK5
8:12
32'15"
Teraz wracamy na zachód. Nieopodal PK15 zaczyna się asfalt, którym w szybkim tempie przez wioski docieramy do Lubichowa. Jeszcze kawałek asfaltu, dalej prosta polna droga z solidną ilością piachu, która jak po sznurku doprowadza nas do PK5 usytuowanego na zakole rzeki Wdy.
PK5 - PK17
8:47
35'34"
Drogę do następnego punktu pokonujemy wyłącznie leśnymi drogami, które okazały się rekordowe pod względem zapiaszczenia. Mój rower grzązł momentami w co większych zaspach piachu skutecznie mnie spowalniając. Jednak droga okazała się perfekcyjna pod względem nawigacyjnym, leśne słupki z namalowanymi drogowskazami przeprowadziły nas bez pudła koło lesniczówki Brzózki do Wilczych Błot. We wsi gospodarz wskazuje nam lekko zaoraną dróżkę za swoją posesją, która prowadzi wprost nad północny brzeg Wdy, piaszczysty zjazd jak na plażę i PK17. Robimy tutaj nieco dłuższą przerwę na uzupełnienie sił i obserwujemy dwójkę śmiałków desantujących się na drugi brzeg rzeki. Warto dodać, że nie przeszkodziła im nawet głębokość "po pachy" oraz całkiem pokaźny nurt Wdy :)
PK17 - PK12
9:46
58'36"
Po małym zastanowieniu, nie decydujemy się jednak na taki hardkor i postanawiamy pojechać trochę na azymut i objechać zakole Wdy jak najkrótszą drogą. Po podepchnięciu rowerów pod piaszczystą skarpę skręcamy nieopodal w leśną ścieżkę, której próżno szukać na mapie. Dalej wiedzieni intuicją pedałujemy na południe i w mgnieniu oka docieramy do miejscowości Wda, w której to wjeżdżamy na asfalt. Po chwili wjeżdżamy ponownie do lasu, aby po raz kolejny zmierzyć się z chałdami piachu zalegającymi na drodze do czegoś co na mapie oznaczone jest jako Zajączek. Po kilku kilometrach przebijania się przez leśne dukty odbijamy gdzieś w bok, nad Jezioro Głuche i z pomocą innych Harpaganowiczów zaliczamy PK12.
PK12 - PK18
10:31
45'11"
Objeżdżamy od zachodu Jezioro Głuche i kierujemy się na południe w stronę 18tki. Nie jest daleko, ale znowu przez leśne drogi i w pewnym momencie nieco się gubimy, ostatecznie jednak docieramy po 45 minutach nad malownicze Jezioro Kałębie, gdzie "pipamy" nasze chipy na PK18.
PK18 - PK6
11:18
47'07"
Kolejny punkt znajduje się po raz kolejny na przeciwległym brzegu wijącej się po okolicy Wdy. Tym razem, na całe szczęście, po drodze znajduje się mostek, na który kierujemy się z PK18. Najpierw przejeżdżamy koło leśniczówki Kałębnica nieopodal Jeziora Słonego i dalej, kierując się ponownie drogowskazami na kamiennych słupkach, na przysiółek Szlaga. Kawałek dalej, w lesie, ponownie z widokiem na meandrującą Wdę, zaliczamy PK6.
PK6 - PK14
12:17
58'30"
Tutaj decydujemy się pominąć punkty 10 i 8, do których dojazd wydaje się niezbyt dogodny - same leśne drogi, na których zapewne masa piachu. Czuję, że zaczyna mnie boleć kolano, co nie wróży zbyt dobrze w kontekście kilkudziesięciu albo i wiecej kilometrów do mety. Kierujemy się jednak na PK14, aby zaliczać możliwie najważniejsze punkty. Trochę na intuicję podążamy ponownie za słupkami w lesie kierującymi na Brzeźnicę ostatecznie jednak zamiast przejechać przez Suchobrzeźnicę wyjeżdżamy na asfalt w Błędnie. Dalej pokonujemy monotonny asfaltowy odcinek i zaczynamy szukać drogi w las. Nie jest to zbyt łatwe, bo przecinek jest tu chyba ciut więcej niż zaznaczono na mapie, ale w końcu po czyichś śladach trafiamy na tę właściwą i odnajdujemy PK14 na skraju łąki.
PK14 - PK20
13:27
70'44"
Stąd najbliżej jest do PK20, którego ominąć po prostu nie można. Wracamy więc do asfaltu i spory kawałek drogi przez Łobodę, Śliwice i Lińsk pokonujemy utwardzoną nawierzchnią bitumiczną. Po drodzę odwiedzamy jeszcze gdzieś wiejski sklepik spożywczy i uzupełniamy braki płynów. Według mapy, Wybudowanie-Lińsk to miejsce gdzie asfalt powinien się skończyć. Nic z tych rzeczy, dalej w kierunku punktu wiedzie, może niezbyt elegancka, ale jednak utwardzona droga do miejscowości Okoniny Nadjeziorne. Dalej przed ścieżką, która powinna prowadzić na punkt stoi zakaz wjazdu z informacją, że wjazd tylko dla gości pobliskiego ośrodka wypoczynkowego. Mam pewne wątpliwości czy to dobra droga, ale okazuje się, że punkt czai się nad rzeczką tuż za zakrętem rzeczonej ścieżki. PK20 po raz kolejny okazał się jednym z łatwiejszych punktów na całej trasie Harpagana.
PK20 - PK4
14:22
54'55"
Z dwudziestki zaczynamy kierować się na północ i PK4, które leży po drodze do bardziej wartościowych punktów. Moje kolano zaczyna coraz mocniej dawać znać o sobie zwłaszcza w gęstych leśnych piachach, których ponownie nie brakuje wzdłuż Jeziora Okonińskiego, za PK20. Dość podłymi drogami przejeżdżamy przez Małą Rosochatkę i Rosochatkę by dojechać do asfaltu. Następnie wjeżdżamy w las i niepotrzebnie nadkładając trochę drogi docieramy do torów kolejowych, wzdłuż których, jak po sznurku, trafiamy na malowniczy PK4 nad jeziorkiem przy leśniczówce Różanek.
PK4 - PK16
15:30
67'37"
Leśniczy rąbiący drewno został wzięty w krzyżowy ogień pytań jak wyjechać z punktu na najbliższą asfaltową drogę. Jeden z poinformowanych zawodników wybrał trasę wzdłuż torów na północny zachód, my decydujemy się sprawdzić drogę przez tory na wschód. Błąd, droga kończy się w bagnie, leśniczy miał rację. Jedziemy więc jedyną słuszną drogą, której na mapie brak. Po kilku kilometrach i kilku zakrętach wyjeżdżamy na drogę ze Szlachty do Osiecznej. W miejscowości Osieczna znów z pomocą przychodzą nam słupki z drogowskazami a my bez problemu odnajdujemy ambonę na końcu właściwej przecinki i podbijamy PK16.
PK16 - PK13
16:23
53'24"
Droga do kolejnego punktu nie sprawia większych trudności nawigacyjnych. Przejeżdżamy przez las bez większego kluczenia i za wioską Zimne Zdroje po raz ostatni na tym rajdzie przejeżdżamy Wdę i skręcamy w las. Punkt jest schowany gdzieś tam między drzewami i nie ma większych problemów z jego zlokalizowaniem. PK13 zaliczony.
PK13 - Bytonia
17:56
93'10"
Moje kolano nie nadaje się już do dalekiej jazdy i postanawiam odpuścić ostatni realny punkt - PK11. Misiu ma jescze dosyć sił, więc życzę mu powodzenia a sam bez pośpiechu kieruję się w stronę mety. Czeka mnie kilkunastokilometrowy powrót ruchliwą drogą krajową, do tego pod wiatr. Najpierw jednak muszę wydostać się z PK13 przez Czarną Wodę, co nie jest takie proste. Liczne leśne drogi odchodzą w różnych kierunkach i trochę gubię kierunek, jednak ostatecznie, jadąc na azymut, docieram do drogi krajowej nr 22. Dalej pozostaje już tylko pokonać prosty jak strzała odcinek, gdzie wiatr skutecznie mnie spowalnia. Zajmuje mi to godzinę z okładem - jazdy i przerw na odpoczynek dla kolana. Na metę docieram ponad pół godziny przed czasem, tuż po tym jak dojechał tam pierwszy z Harpaganów - Daniel Śmieja.
Na mecie
Zdobyłem rekordową liczbę punktów wagowych, które wystarczyły na zajecie jedynie 94. miejsca w ogólnej klasyfikacji. Trasa okazała się na tyle łatwa, że pierwszy raz od dwóch lat znalazły sie osoby, które zaliczyły wszystkie puknty i do tego było ich aż 5. Gdyby nie bolące coraz bardziej kolano, może udało by mi się wspólnie z Miśkiem zaliczyć jeszcze PK11, ale nie oszukujmy się, nędzna kondycja również dała znać o sobie i końcowy etap wyssał ze mnie resztki sił :) Ogólnie jednak, bez względu na kondycję czy trudność terenu, warto było wybrać się na Pomorze i spróbować swoich sił. Zobaczymy jak wypadniemy za pół roku :)
- Rewlacyjna harpaganowa atmosfera
- Świetne krajobrazy na trasie
- Super pogoda
- Potwierdzanie punktu chipem
- Pojemny parking
- Dużo nagród w losowaniu
- Opis punktów kontrolnych na arkuszu mapy
- Nieaktualna mapa
- Brak sali gimnastycznej w bazie rajdu - mało miejsc do spania
- Piaszczysta trasa
Zdjęcia zamieszczone w relacji pochodzą ze strony http://rwm.org.pl
Przydatne linki:
Oficjalna strona rajdu Harpagan 37
Gmina Zblewo
Zespół Szkół Publicznych w Bytoni



