Harpagan 35, Łęczyce k/Lęborka 19.04.2008

Harpagan 35 - logo

Data wyjazdu: 19.04.2007
Województwa: pomorskie
Powiaty: wejherowski, lęborski
Dystans: 126km
Środki lokomocji: rower, pociąg
Liczba PK: 10
Liczba punktów wagowych: 28
Lokata: 112/202
Kolejność zaliczania PK: 9-20-1-12-7-17-2-14-8-5

Przed startem

Minęło pół roku od mojego pierwszego startu w Harpaganie i wraz ze zbliżającą się datą rozpoczęcia kolejnego rajdu rosła chęć odbycia podróży w dzikie ostępy województwa pomorskiego. Lokalizacja bazy, gdzie zdesantować miała armia harpaganowców podana została wyjątkowo późno, ale nie przeszkodziło mi to w podjęciu decyzji o wyjeździe. Tym razem jednak byłem osamotniony, nikogo więcej nie skusiły uroki spędzenia relaksującego weekendu w pociągu, w lesie i na sali gimnastycznej.

Przed bazą rajdu w Łęczycach Tym razem moje iście harpaganowskie zmagania zacząłem już w piątek. Dojazd do bazy rajdu okazał się nieco bardziej skomplikowany niż ostatnio i po przejechaniu pociągiem odcinka Poznań - Stargard Szczeciński dalszą drogę musiałem pokonać składem relacji Szczecin - Gdynia. Znalezienie miejsca na rower i rowerzystę wewnątrz wspomnianego środka lokomocji nie ustępowało w trudności odszukaniu niektórych PK na trasie rajdu. Ostatecznie udało mi się bez większych obrażeń pokonać trasę do Lęborka, gdzie wylądowałem ok. godziny 21 czyli tuż po zmroku i chwilę przed wymarszem piechurów spod bazy rajdu. W świetle czołówki odnalazłem ścieżkę wiodącą wzdłuż torów kolejowych i dojechałem nią do obwodnicy miasta, której brak na mojej radzieckiej mapie z lat 80tych. Dalej drogą krajową nr 6, przy kropiącym deszczu dotarłem do Godętowa, skąd jest już rzut kaskiem do Łęczyc. Po krótkim zwiedzaniu kwatery głównej Harpagana, meldunku w sztabie generalnym i odbiorze karty mobilizacyjnej (zwanej też startową) udałem się na spoczynek na sali gimnastycznej.

Na trasie

Przed bazą rajdu w Łęczycach Przed planowaną godziną 0 (a raczej 6:30) wraz z innymi uczestnikami pakuję ekwipunek i odbieram swój pojazd z magazynu. Tuż przed startem pojawia się jednak rozkaz wstrzymania wymarszu do godz. 6:45 co spowodowane jest wypadkiem na terenie działań. Po piętnastu minutach wszyscy otrzymują upragnione mapy operacyjne ze zlokalizowanymi punktami. Po (zbyt) krótkiej analizie decyduję się uderzyć na południe, do najbliżej położonego punktu kontrolno-rozdzielczego numer 9. W Godętowie przecinam znaną już krajową 6tkę i po chwili skręcam w las. Pokonuję kawałek stromej drogi i stawiam się na PK9 o 7:04. Próba skrótu przez las kończy się trafieniem w ślepy zaułek, zawracam z powrotem do asfaltu i kieruję się na najważniejszy punkt strategiczny numer 20.

Mijam Rozłazino i Dzięcielec, z którego błotnista polna droga prowadzi na PK20. Jestem tu o 7:57. Po drodze znajduję zagubioną kartę startową, jednak jej właściciel już zdążył ulotnić się z punktu przede mną. Wracam po błocie z powrotem do Dzięcielca i dalej pędzę przez Nawcz do Łowcza. Bez trudu odnajduję zaznaczona na mapce ścieżkę, jednak po chwili orientuję się, że coś jest nie tak. Dróżka kończy się na podwórzu gospodarstwa. Dokonuję rekonesansu okolic i stwierdzam, że przejazdu przez posesję nie ma. Pozstaje więc wziąć rower na plecy i pokonać przylegające pole. Rowerzysta jadący po jego drugiej stronie informuje mnie jak dojechać do punktu. Zgodnie ze wskazówkami przechodzę przez pole, wjeżdżam na podwórze, przy akompaniamencie psów sołtysa otwieram bramę, kulturalnie zamykam ja za sobą a po chwili jestem na PK1 - 8:36. Teraz czas na bardziej strategiczny cel, kieruję się więc na wschód, na dwunastkę.

Ładna droga prowadzi wzdłuż rzeki Łeby przez Porzecze do Paraszyna. Dookoła wznoszą się naprawdę spore górki a ja właśnie mam do pokonania przed sobą jedną z nich. Droga jest jednak elegancka i nawet niezbyt stroma. Dojeżdżam w okolice wyznaczonego celu i ewidentnie rejestruję niezgodność mapy ze stanem rzeczywistym. Dla czystego relaksu obiegam z rowerem na plecach okoliczne wzgórza prawie tonąc w bagnie. Punktu nie ma tam gdzie się go spodziewałem. Nawet całkiem pokaźna, kilkuosobowa grupa szturmowa nie daje rady zlokalizować szukanej pozycji. Po godzinie błądzenia rezygnuję, jadę dalej zrezygnowany. Albo nie, spróbuję ostatni raz skręcić w las. Jest! Parszywą dwunastkę zaliczam po dwóch godzinach, o 10:35. Czas odrabiać starty - z PK12 ruszam więc na północ.

Błyskawicznie pokonuję kilka kilometrów dzielących mnie od Strzebielina. Tutaj spotykam Wiolę (nie mylić z Violą :) ), z którą formujemy dwuosobowy oddział rozpoznawczy. Jedziemy polem na skraj lasu a dalej pchamy rowery pod górę. Pod linią wysokiego napięcia i kawałek głębiej w las jest PK7 - 11:26. Zjeżdżamy ze sporej górki i dalej doliną rzeki Redy pedałujemy na północ przez Zielnowo i na wschód do Zelewa. Następny punkt odnajdujemy w lesie wyjątkowo łatwo, stawiamy się na PK17 z czasem 12:27.

Dalej jedziemy na północ z zamiarem zameldowania się na wybrzeży Bałtyku. Droga jest jednak daleka a czasu mało, ostatecznie więc odpuszczamy i szukamy punktu numer 2. Asfaltem jedziemy przez Kniewo i Rybno i w Opalinie zjeżdżamy w pole. Wszystkich dróżek nie ma na mapie, więc w ciemno wjeżdżamy w las a kawałek za szlabanem ukazuje nam się PK2. Budzę obsługę punktu w namiocie i zapisujemy na kartach czas 13:27. Dalej podjeżdżamy pod sztuczne jezioro Czymanowo stanowiące główny zbiornik wodny elektrowni szczytowo-pompowej Żarnowiec. Piękny widok okupiony sporym wysiłkiem. Dalej jest już łatwiej, zjeżdżamy przez Gniewino i Perlino do Perlinka.

PK8 Błotnistą drogą dojeżdżamy nad jezioro Choczewskie. Początkowo mylimy wywróconą do góry nogami łódź z namiotem ale już po chwili, o 14:46 jesteśmy na właściwym punkcie PK14 nad brzegiem. Bez większego zastanawiania się ruszamy dalej, przez Perlinko, Karczemkę i Mierzyno do Rukowa, które wygląda jak koniec świata. Miejscowy chłopiec wskazuje nam kierunek, gdzie jechali wszyscy rowerzyści, więc i my ruszamy naprzód polną ścieżką. Po pokonaniu slalomu między kałużami błota i kępami krzaczorów odszukujemy w lesie PK8. Jest juz 15:35 a do zaliczenia jeszcze kilka posterunków. Komu w drogę temu punkty.

Przez Rukowo, Mierzynko i obok jeziora Salino docieramy do lasu, w którym ukryty jest punkt piąty. Dzięki wskazówkom krążących tam zwiadowców znajdujemy PK5 o 16:19. Bierzemy teraz na celownik punkt piętnasty. Z mapy widać, że lekko nie będzie - dookoła same bagna. Dojazd przez Chrzanowo do Wysokiego nie stanowi problemu, ale dalej zaczynają się schody. Najpierw jedziemy polem, bo droga nie nadaje się do jazdy, dalej jest już tylko gorzej. Zsiadamy z rowerów na dobre i pchamy je naprzód przez błocko. W pewnym momencie drogi się kończą więc idąc na azymut forsujemy bagno i strumyk. Po godzinie błądzenia docieramy do zabudowań. Babcinka wyjaśnia nam, że jesteśmy w Dąbrowie co lekko nas zaskakuje. No cóż, zrobiliśmy pętlę w lesie i wróciliśmy do głównej drogi.

Nie ma już czasu żeby zaliczyć kolejne punkty, trzeba jeszcze dotrzeć do mety. Droga jest już prosta i szybka, przez Kaczkowo dojeżdżamy więc do Łęczyc i na mecie jesteśmy o 17:56. Pozostaje lekki niedosyt, bo wynik gorszy niż na poprzedniej edycji, ale jednak połowa punktów zaliczona a biorąc pod uwagę mierną kondycję po zimowym okresie spoczynku to i nie ma się czego wstydzić :) Gdyby nie dwie godziny stracone w lesie na przemarsz przez bagna, może byłoby lepiej i zobaczyłbym morze :). Poza wszystkim innym operację H35 na pewno zaliczyć mogę do bardzo udanych. Impreza zorganizowana po raz kolejny rewelacyjnie, dlatego też wypada złożyć podziękowania organizatorom a także Wioli za wspólną jazdę i innym rowerzystom za niekiedy bezcenne wskazówki na trasie.

Zamieszczone w relacji zdjęcia pochodzą ze stron:
http://kosiorekk.fotosik.pl/albumy/416840.html#e
http://picasaweb.google.pl/rychlewskitomasz/Harpagan35Czyce
http://stasko.kast.net.pl/galerie/harpagan-35/


Przydatne linki:
Oficjalna strona rajdu Harpagan 35
Gmina Łęczyce


Nick:

Komentarz:

Kod:

The Captcha image
Odsłuchaj kod (mp3)